Perkusja elektroniczna przez lata miała bardzo charakterystyczny wizerunek. Sześciokątne pady, syntetyczne brzmienia, krótkie wybrzmienia i estetyka, która natychmiast przywołuje muzykę lat 80. Dla jednych to nostalgiczny symbol epoki, dla innych instrument, który przez długi czas trudno było traktować jako realną alternatywę dla klasycznego zestawu akustycznego.
Tyle że współczesny e-drumming ma już niewiele wspólnego z pierwszymi elektronicznymi zestawami. Dzisiejsza perkusja elektroniczna coraz częściej nie próbuje nawet zastępować instrumentu akustycznego. Zamiast tego znalazła własne miejsce: jako narzędzie treningowe, instrument do domowego studia, kontroler MIDI i wygodne rozwiązanie dla muzyka, który chce ćwiczyć wtedy, kiedy ma na to czas.
Od elektronicznego efektu do pełnoprawnego instrumentu
W latach 80. elektroniczna perkusja była często wybierana właśnie dlatego, że brzmiała inaczej niż akustyczna. Charakterystyczne tomy i werble stały się częścią brzmienia całej dekady.
Dzisiaj oczekiwania są odwrotne.
Współczesny perkusista oczekuje od zestawu elektronicznego możliwie naturalnej reakcji na uderzenie, odpowiedniej dynamiki oraz możliwości wykonywania technik znanych z instrumentu akustycznego.
Czy perkusja elektroniczna zastąpi akustyczną?
Niekoniecznie — i być może właśnie tutaj tkwi największe nieporozumienie dotyczące współczesnych e-drums.
Dla zawodowego perkusisty zestaw elektroniczny nie musi być konkurencją dla instrumentu akustycznego. Bardzo często pełni rolę drugiego zestawu treningowego.
Perkusista nadal może mieć swój podstawowy zestaw akustyczny, ulubiony werbel, komplet talerzy i sprzęt koncertowy. Elektronik stoi natomiast w domu lub niewielkiej sali i służy do codziennych ćwiczeń.
Można na nim pracować nad:
- koordynacją,
- dynamiką,
- timingiem,
- rudimentami,
- niezależnością kończyn,
- przygotowaniem repertuaru,
- grą do metronomu,
- ćwiczeniem z podkładami.
I właśnie z tej perspektywy warto spojrzeć również na budżet.
Jeżeli zawodowy muzyk potrzebuje przede wszystkim wygodnego zestawu do codziennego treningu, inwestowanie bardzo dużej kwoty w elektroniczną perkusję nie zawsze ma ekonomiczne uzasadnienie.
Kilka dodatkowych tysięcy złotych często lepiej przeznaczyć na dobry werbel, nowe talerze, hardware, mikrofony albo inne elementy podstawowego zestawu koncertowego.
Elektronik ma przede wszystkim umożliwiać komfortowy i regularny trening.
Najważniejszy kompromis: cena kontra funkcjonalność
Właśnie tutaj pojawia się obecnie najciekawszy segment rynku.
Jeszcze kilka–kilkanaście lat temu za rozwiązania takie jak pady mesh, wielostrefowy ride, hi-hat montowany na normalnym statywie czy rozbudowaną komunikację MIDI trzeba było zapłacić naprawdę dużo.
Dzisiaj część tych technologii trafiła do znacznie tańszych zestawów. Jednocześnie na rynku pojawia się bardzo dużo nowych perkusji elektronicznych produkowanych w Chinach i sprzedawanych pod marką konkretnego sklepu lub dystrybutora. Sama obecność logo nie zawsze oznacza jednak, że za danym instrumentem stoi firma posiadająca doświadczenie w projektowaniu perkusji elektronicznych.
Taki zakup może przypominać kupowanie kota w worku. Zestaw na zdjęciach często wygląda bardzo atrakcyjnie, ma dużą liczbę brzmień i imponującą listę funkcji, ale dopiero podczas gry wychodzą jego rzeczywiste ograniczenia.
Problemy mogą dotyczyć między innymi:
- nierównej czułości padów,
- opóźnionej lub nieprecyzyjnej reakcji na uderzenia,
- gubienia szybkich nut,
- słabego rozpoznawania stref talerzy,
- mało naturalnej pracy hi-hatu,
- ograniczonej dynamiki,
- trudności z uzyskaniem rimshotu lub cross-sticku,
- niskiej jakości próbek,
- problemów z trwałością i serwisem.
Nie oznacza to, że każdy zestaw produkowany w Chinach jest zły. Wiele światowych marek korzysta z azjatyckich fabryk. Kluczowe pytanie brzmi jednak: kto zaprojektował instrument, kto go przetestował i czy za produktem stoi realna wiedza dotycząca potrzeb perkusistów?
Elektroniczna perkusja nie jest wyłącznie konstrukcją złożoną z padów, kabli i modułu z dużą liczbą brzmień. To instrument, który musi prawidłowo reagować na sposób gry. Jeżeli nie został opracowany z myślą o realnej technice perkusyjnej, atrakcyjny wygląd i obszerna specyfikacja mogą niewiele znaczyć.
Dlatego warto zaufać firmom specjalizującym się w projektowaniu takich instrumentów. Dobrym przykładem jest polska marka Black Hawk Music i jej zestawy Pulse które zostały zaprojektowane w Polsce pod okiem perkusistów.
W serii Pulse zastosowano między innymi pady siatkowe, wielostrefowe elementy zestawu, werbel z 4 sensorami który prawidłowo rozpoznaje techniki gry rimshot i cross-stick oraz rozwiązania mające zapewnić bardziej naturalne zachowanie instrumentu podczas ćwiczeń. Istotne jest również to, że projekt powstaje z uwzględnieniem praktycznych potrzeb osób, które rzeczywiście grają na perkusji, a nie wyłącznie oczekiwań dotyczących wyglądu i liczby funkcji w katalogu.
Dla perkusisty posiadającego już dobry zestaw akustyczny może to być znacznie bardziej racjonalny kompromis niż inwestowanie bardzo wysokiego budżetu w elektronikę.
Aplikacje zmieniają również sposób ćwiczenia
Ciekawym kierunkiem rozwoju e-drummingu jest połączenie instrumentu z aplikacjami. W przypadku zestawów Black Hawk Pulse użytkownik otrzymuje dostęp między innymi do Beatlii oraz My Virtual Band. Beatlii pozwala wykorzystać perkusję jako narzędzie do bardziej interaktywnej nauki i ćwiczenia materiału muzycznego. My Virtual Band idzie w trochę inną stronę. Idea polega na tym, aby perkusista nie ćwiczył wyłącznie do suchego metronomu, ale mógł grać razem z wirtualnym zespołem. I właśnie takie rozwiązania pokazują, że współczesna perkusja elektroniczna nie rozwija się już tylko poprzez zwiększanie liczby brzmień w module. Rozwija się całe środowisko wokół instrumentu.
Ćwiczenie w domu – nadal jedna z największych zalet
Nie da się również pominąć najbardziej oczywistej przewagi elektronika. Perkusja akustyczna jest głośna. Bardzo głośna. Dla osoby mieszkającej w domu jednorodzinnym może nie być to problemem. W mieszkaniu, apartamencie czy późnym wieczorem sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Perkusja elektroniczna pozwala ćwiczyć na słuchawkach i radykalnie ogranicza poziom generowanego dźwięku. Oczywiście nie oznacza to całkowitej ciszy. Nadal występuje odgłos uderzania pałką w pady oraz drgania generowane przede wszystkim przez stopę, natomiast konstruktorzy Black Hawk Drums wzięli również to podczas projektowania i zminimalizowali głośność pada stopy.
Mimo to różnica względem zestawu akustycznego jest ogromna. Dla wielu muzyków oznacza to możliwość ćwiczenia codziennie zamiast kilka razy w tygodniu. A właśnie regularność jest jednym z najważniejszych elementów rozwoju instrumentalisty.
Czy trzeba mieć najlepszy moduł na rynku?
Producenci przez lata ścigali się liczbą zestawów, brzmień i parametrów.
200 brzmień.
500 brzmień.
1000 brzmień.
Tylko czy perkusista naprawdę ich potrzebuje?
Podczas codziennych ćwiczeń większość muzyków korzysta z kilku ulubionych zestawów.
Znacznie ważniejsze okazuje się to, jak instrument reaguje na grę.
Czy różnica pomiędzy lekkim i mocnym uderzeniem jest odpowiednio wyczuwalna?
Czy werbel zachowuje się naturalnie?
Czy ride prawidłowo rozpoznaje poszczególne strefy?
Czy hi-hat pozwala kontrolować otwarcie?
Czy instrument nie gubi szybkich uderzeń?
To właśnie takie elementy mają większe znaczenie podczas treningu niż imponująca liczba brzmień wpisana w tabelę specyfikacji.
W przypadku wielu nowych, anonimowych konstrukcji liczba brzmień może być jednym z głównych argumentów sprzedażowych, ale nie powinna przesłaniać jakości samej reakcji instrumentu. Dobrze zaprojektowany zestaw powinien przede wszystkim pozwalać grać, a nie tylko prezentować długą listę funkcji.
E-drumming znalazł swoją rolę
Czy zatem perkusja elektroniczna jest reliktem lat 80.?
Zdecydowanie nie.
Paradoksalnie dopiero dzisiaj zaczyna być naprawdę interesującym instrumentem. Nie dlatego, że zastąpi akustyczną perkusję. Ale dlatego, że nie musi jej zastępować. Dla początkującego może być pierwszym zestawem pozwalającym rozpocząć naukę w domu. Dla zawodowego muzyka może być drugim instrumentem stojącym kilka metrów od biurka, na którym można codziennie przepracować repertuar. Dla producenta muzycznego może być kontrolerem MIDI. Dla nauczyciela — narzędziem edukacyjnym. A dla muzyka mieszkającego w bloku może być po prostu jedynym sposobem na regularne ćwiczenie.
Warto jednak zachować ostrożność wobec bardzo dużej liczby nowych modeli pojawiających się na rynku pod markami sklepów. Podobny wygląd, wiele brzmień i atrakcyjna cena nie zawsze oznaczają dobrze zaprojektowany instrument. Perkusja elektroniczna powinna być oceniana przede wszystkim przez pryzmat reakcji na grę, jakości wykonania, możliwości serwisowych i tego, czy została opracowana z myślą o prawdziwych perkusistach.
Bo być może właśnie na tym polega współczesny e-drumming.
Nie chodzi już o zastąpienie akustycznej perkusji elektronicznym odpowiednikiem.
Chodzi o stworzenie instrumentu, dzięki któremu możemy grać częściej, ćwiczyć wygodniej i wykorzystać technologie, których klasyczny zestaw akustyczny po prostu nie posiada.
Materiał zewnętrzny.

Komentarze wyłączone